Chłodna dłoń musnęła jej szyję, lecz szybko się cofnęła,gdy dziewczyna otworzyła oczy. Zamrugała i spojrzała na leżącego obok niej czarnowłosego. Wykrzywiła wargi w grymasie niezadowolenia, gubiła się we własnych myślach, we własnych snach.
-Tom... Kiedy wiesz,że wizja jest wizją, a nie zwykłym snem?- spytała cicho, spoglądała na niego z zainteresowaniem. Milczał długo więc odwróciła wzrok przekonana, że nie otrzyma odpowiedzi.
-W moich snach zawsze jest gęsty mrok, w który wkroczyłaś dzisiejszej nocy- zaczął z drwiącym uśmiechem, więc spojrzała znów na niego, ciekawa.- Jednak ty możesz odróżnić sen od wizji nieco inaczej. We śnie choć obraz jest barwny, to także niewyraźny, a sylwetki rozmazane. W wizji natomiast kolory są wyblakłe, ale czujesz magię ukrywającą się po kątach.- Przerwał patrząc na nią podejrzliwie.- Skąd to pytanie? Znów jesteś ciekawska, czy ojciec męczy cię po nocach?- spytał zaciskając wąskie wargi. Usiadła obserwując go z góry, mimo tego czuła się jakby był jej katem, znęcającym się nad biedną duszą. W dodatku było zimniej niż pamiętała, zatrzęsła się lekko czując jak pojawia się gęsia skórka.
-Tak, pokazuje- potwierdziła krzywiąc się lekko.- Choć to i tak przyjemniejsze od twych snów, ja tylko patrzę, nie czuję zagrożenia- mruknęła i przywołała jego marynarkę otulając się nią.- Tu zawsze jest tak zimno?- Udała smutną, wygięła usta w podkówkę.
-Zaraz się rozgrzejesz- odparł lodowatym głosem. Wzdrygnęła się przestraszona czując na karku czubek różdżki pulsujący od magii.
-Co robisz?- spytała zaskoczona.
-Czujesz się tu zbyt pewnie- odpowiedział, szeptał jej do ucha na koniec przygryzając je lekko.
-Przestań, Thomas.- Szarpnęła się do tyłu, doskonale wiedziała, że nienawidzi on swego imienia, tym bardziej tego pełnego. Pogorszyła tym swą sytuację, pchnął ją na poduszki i przygwoździł do łóżka. W jednej dłoni ściskał różdżkę sunąc nią po smukłej szyi, a wolną rękę opierał na jej biodrze.- Tom?- rzuciła pytająco, nie wiedziała czy bardziej przeraża ją jego zachowanie czy też przeszywający wzrok błądzący po jej ciele, raz po raz wracający na usta. Znieruchomiał, gdy oblizała spierzchnięte wargi i głośno przełknęła ślinę.- W kontrakcie jest, że mnie nie skrzywdzisz- zauważyła nieśmiało.
-A krzywdzę?- Przesunął wargami po jej ramieniu. Po chwili poczuła zimne wargi na swoich, szarpnęła się znów, ale i tym razem nie pozwolił jej uciec. Coraz bardziej zaskoczona, lecz także spłoszona, kątem oka dostrzegła, że ciemnooki wsuwa różdżkę pod poduszkę. Zaraz potem przesunął palcami po jej szyi, pieścił przy tym skórę, ale ugryziony w wargę zaprzestał pocałunków. Obserwowała go uważnie, zrezygnowała z wyrywania się, to i tak nie miało sensu. Leżał przy niej, dłonią sunąc po jej ciele, po brzuchu, biodrach, udach.
-Przestań- mruknęła zniechęcona. Zatrzymał dłoń na brzuchu, spoglądał na nią udając smutnego, choć w jego oczach pojawiły się kpiące błyski.
-Odrzucasz mnie?- spytał przygnębionym głosem. W odpowiedzi spojrzała na niego z urazą.
-Tak!- krzyknęła z determinacją. Odepchnęła go od siebie, wkładając w to wszystkie siły i zwinnie wyskoczyła z łóżka. Nie zwracała uwagi na jego słowa, chociaż usłyszała je dokładnie to nie potrafiła zrozumieć ich znaczenia.- Nienawidzę cię bardziej niż kiedykolwiek przedtem!- wykrzyknęła roztrzęsiona i uciekając głośno trzasnęła drzwiami.
Poruszała się niczym robot, gdy ubierała spodnie i fioletową koszulę, wszystkie swoje rzeczy spakowała zaklęciem. Zawiązała buty i wybiegła przed rezydencję, przeniosła się do Nory. Zaciskała lekko wargi, z przygnębieniem w oczach pukała do drzwi. Otworzyły się szybko, stanęła w nich Molly, która wyciągnęła do niej ręce, zatroskana. Padła w ramiona kobiety, szlochała nie rozumiejąc samej siebie, zagubiona, a ta przytulała ją mocno, o nic nie pytała.
***
Siedziała na dywanie z książką, a przyjaciele zajmując sofę dyskutowali o Śmierciożercach. Przygryzła wargę i wbiła wzrok w książkę, gdy przenieśli rozmowę na Zabini'ego i Malfoy'a. Kiedyś, by jej to nie obchodziło, czytałaby zamiast, tak jak teraz, oglądać literki, lecz po poznaniu prawdy doszła do wniosku, że rodzina, którą znała zniknęła, a nowa... nowej jeszcze nie miała przyjemności poznać i zrozumieć. Blaise' a natomiast traktowała jak powiernika i przyjaciela, mimo krótkiej znajomości oraz ciężkiego początku.
-A ty jak myślisz, Hermiono?- Padło jedno z pytań, których się obawiała- oni są Śmierciożercami?- spytała z powagą Ginny. Wzdrygnęła się się lekko, wciąż wbijała wzrok w książkę, zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Myślę, że nie- odparła po namyśle, z determinacją.- Nie mają mrocznego znaku- dodała niechętnie.
- Skąd możesz to wiedzieć?!- Jak zwykle impulsywny Ron poderwał się gwałtownie, obserwując ją gniewnie wymachiwał rękoma, stał zdecydowanie zbyt blisko. Podniosła się i cofnęła o krok, gdy poczerwieniał ze złości, w pierwszym odruchu chciała zablokować jego nadgarstki, zamiast tego zacisnęła mocno palce na swej lekturze.
-Ron!- zawołał Harry, który jako pierwszy wyrwał się z osłupienia. Chwycił rudzielca za rękę.- Ron- powtórzył uspokajająco.
- Po śmierci rodziców zajął się mną przyjaciel ojca. Okazało się, że tata wraz z nim prowadził gabinet dentystyczny i wiedział, że ten jest czysto krwistym czarodziejem- zaczęła cicho.- Mieszka on po sąsiedzku z Malfoy'ami, którzy mają olbrzymi basen, w którym Malfoy z Zabini'm spędzali większość część dnia- dodała przełykając ślinę, gdy dłoń znalazła się kilka milimetrów od jej twarzy. Odwróciła się gwałtownie na pięcie i nim opuściła Norę zabrała z wieszaka szarą kurtkę, w której trzymała różdżkę. Zanim wybiegła przyzwała do siebie wszystkie rzeczy.- Dziękuję za gościnę, pani Weasley- rzuciła ze sztucznym uśmiechem do kobiety, która właśnie weszła do domu. - Niestety muszę wracać do opiekuna, do zobaczenia na stacji.- Uciekła nim kobieta otworzyła usta. Zniknęła w lesie, z którego przeniosła się na Pokątną. Zmniejszyła swój bagaż i schowała go do kieszeni kurtki, którą ubrała nim weszła do nowo otwartej księgarni, "Anmael" prowadzonej przez znajomą ojca.
-Lorena Wayland?- spytała cicho. Przyjrzała się uważnie stojącej za ladą kobiecie, niskiej i drobnej, o delikatnych rysach twarzy, wąskich ustach i olbrzymich, zielonych oczach, rodem z mang i anime. Ubrana była w rubinową szatę, a czarne, gęste włosy spięła w kok na czubku głowy.
-We własnej osobie. A ty jesteś?- zapytała niechętnie. Dziewczyna wiedziała, że nie robi najlepszego wrażenia, wszak wybiegła prawie tak jak stała. Miała na sobie pogniecioną, niebieską koszulę, szarą kurtkę, białe, krótkie spodenki i tego samego koloru tenisówki, oczy, ciemne i gniewne, policzki zarumienione od biegu, a włosy potargane przez wiatr.
- Jestem Hermiona Grindelwald, córka Gellerta, w jednym ze snów widziałam was razem... pomyślałam, że może masz z nim jakiś kontakt- oznajmiła onieśmielona, doszła do wniosku, że podjęła głupią decyzję.
Czarnowłosa przyjrzała jej się podejrzliwie, lecz po namyśle przywołała ją do siebie ruchem ręki i ruszyła na zaplecze, a dziewczyna posłusznie poszła za nią.
___
Jest notka, miała być wcześniej, ale ja najpierw piszę w notatniku, a potem przepisuję na komputer, a z wybitym palcem wskazującym niezbyt mogłam sobie na to pozwolić... <<
Wiecie...cieszę się, że ktoś to czyta i rozumiem, że nie wszyscy mają czas na długie komentarze, jednak chciałabym wiedzieć ile osób tu zagląda, takowe proszę o napisanie pod notką chociażby zwykłego "czytam".
niedziela, 23 lutego 2014
wtorek, 24 grudnia 2013
Świąteczna Sowa
Nowa notka w tym tygodniu, lecz na razie moi drodzy...
Tom'a Riddle' a pod choinką,
Hermiony z uśmiechniętą minką,
Gellerta ze swą Śnieżynką,
Luny z prezentami,
By Śmierciożercy byli Waszymi sługami,
Draco z pierścionkiem,
Dudley'a z ogonkiem,
I Severusa z Lucjuszem śpiewającego:
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
Wszystkiego najlepszego.
niedziela, 1 grudnia 2013
Rozdział 7
Czuła się dziwnie,ale całkowicie na swoim miejscu. Leżała na puszystym dywanie w grubych czarnych skarpetach, w tego samego koloru dresowych spodniach i szarym, powyciąganym swetrze, który uwielbiała. W kominku wesoło płonął ogień, gdy czytała książkę w myślach analizując wszystkie zaklęcia podczas, gdy na kanapie siedział jej... kto? Przygryzła wargę kątem oka spoglądając na mężczyznę. Był mordercą, zabił wielu ludzi, w tym i jej rodziców, a ona nie tylko go szanowała, ale i przywiązała się do niego, nie potrafiła tego zrozumieć, lecz to akceptowała. Oczy jej się kleiły, ale nie chciała jeszcze wracać do siebie, mimowolnie uśmiechnęła się lekko, gdy zauważyła, że i on był zmęczony, choć widziała także jego niesmak.
-Coś zrobiłam nie tak?- spytała cicho i spuściła wzrok, gdy jego oczy znów błysnęły czerwienią.
-Skąd mogłaś to wiedzieć?- syknął. Wzdrygnęła się zdumiona, był na nią zły, dlatego że... chciała pomóc?
-Przepraszam, ja więcej nie...
-Milcz- przerwał jej gwałtownie i podniósł się. Widziała jego wykończenie, lecz mimo to poruszał się nerwowo, a jego oczy błyszczały ze złości.- Skąd mogłaś to wiedzieć? Dlaczego akurat ty to zauważyłaś?- Syknęła z bólu, gdy chwycił ją za ramię podnosząc do góry. Posłusznie stanęła patrząc mu w oczy, czerwień przygasła, a jego skóra była bledsza niż kiedykolwiek. Mimo tego mężczyzna trzymał się prosto, jego wąskie wargi wykrzywiły się w niebezpiecznym, drapieżnym uśmiechu, długie, smukłe palce zacisnęły się na jej ramieniu niczym szpony.- Dlaczego właśnie ty? Nikt, nawet ja,a ty tak po prostu... jedno spojrzenie- warknął blednąc niczym ściana, jego pełne złości oczy przygasły, znów były ciemne, puste, lecz tym razem ich głębia jej nie wciągnęła.
-Dość- przerwała mu.- Usiądź natychmiast- nakazała i powstrzymała jęk, gdy znów przytrzymał ją mocniej. Wyczuła w nim niechęć, gdy z ociąganiem wykonywał polecenie, doskonale wiedziała, że gdyby nie był tak zmęczony solidnie by się jej dostało.- Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę się powtarzać.
-Dlaczego ty?- powtórzył znów, tym razem jego głos był tylko zmęczonym, świszczącym szeptem.
-Sam byś to zauważył, gdybyś tylko nie był tak zmęczony.- Zacisnęła palce na jego lodowatej dłoni i usiadła o bok, po raz pierwszy na równi z nim, a nie na dywanie.- Czy tego chcesz czy nie, ty także jesteś człowiekiem. Jeden posiłek dziennie to za mało, tym bardziej, że dziś nie zjadłeś nawet obiadu. Poza tym.. kiedy ty sypiasz? Zawsze byłeś ze mną dopóki nie szłam do siebie, a potem nie byłeś Tomem, a Voldemortem. Nie obchodzi mnie twoja odpowiedź- dodała szybko widząc jak mężczyzna otwiera usta.- Albo o siebie zadbasz, albo ja to zrobię.- Pociągnęła go za rękę do pokoju, w którym jeszcze nigdy nie była i do którego normalnie nie odważyłaby się wejść. Rozejrzała się zaciekawiona jednak w pomieszczeniu panował mrok, więc dostrzegła tylko łóżko stojące pod oknem, z tego powodu pociągnęła tam mężczyznę.- Rozbieraj się i spać- burknęła cicho i odwróciła wzrok, gdy z kpiącym uśmiechem zaczął wykonywać rozkaz. Położył się do łóżka i przykrył kołdrą obserwując ją spod półprzymkniętych powiek, a jego wargi wykrzywiły się w drwiącym grymasie, ponownie odwróciła wzrok i ruszyła w stronę wyjścia.
-Zostań- mruknął przeciągając pierwszą sylabę. Spojrzała na niego zaskoczona i mimowolnie zatrzymała się w półkroku.
-W jakim celu?
-I tak nie zasnę, Hermiono- oznajmił zmęczonym głosem, który wywołał w niej współczucie, jednak nie zamierzała go okazać, zbeształby ją jak nic.
-Nie próbowałeś- wytknęła mu surowo.
-To straszne sny- zaczął cicho, obserwował ją przy tym uważnie, doskonale znał jej słabe strony.- Wędrowałem ścieżkami zakazanymi ludziom, widziałem drogę śmierci, bramy piekielne, czułem ból wszystkich magów tego świata. Sądzisz, że po czymś takim jestem wstanie zasnąć?- spytał ze spokojem. Był całkowicie poważny, chłód w jego głosie zniknął zastąpiony znużeniem i rezygnacją, nie był mężczyzną, którego znała, którego znali wszyscy. Mimowolnie usiadła na brzegu łóżka wpatrując się w jego oczy.
-Co ja mam z tym wspólnego?- spytała przełykając ślinę i spuściła wzrok, nie była wstanie znieść tego starego, mądrego spojrzenia, jak gdyby nie miał dwudziestu kilku lat, na które wyglądał, siedemdziesięciu kilku, które miał w rzeczywistości, a tysiące, tysiące długich, bolesnych lat. Przygryzła wargę, gdy lodowate palce spoczęły na jej dłoni.
- Potrzebuję twojego światła, Hermiono- mruknął o wiele ciszej, doskonale wiedziała, że to wyznanie wiele go kosztuje. Wpatrywała się w niego nieufnie, zaniepokojona. Czy wierząc mu była naiwna? Był znakomitym aktorem wiedziała to, lecz mimo tego mu uwierzyła. "Głupia, naiwna, Hermionka"-przemknęło jej przez myśl.
-Śpij, Tom.- Sunęła kciukiem po jego dłoni uśmiechając się niezauważalnie. Spontanicznie pocałowała go w czoło co zostało nagrodzone zdumionym spojrzeniem. Zamknął oczy i rozluźnił się nieco, po chwili jego oddech się wyrównał. Czy i to było grą? Czy planował się poderwać z kpiącym uśmiechem i oczami błyszczącymi prowokująco, krzyknąć "niespodzianka"? Nie, to nie byłby Voldemort, którego wszyscy znali, przygryzła wargę i z wahaniem przeczesała palcami jego kruczoczarne włosy.
Znużona po pewnym czasie zasnęła, jej głowa opadła na tors mężczyzny, otulił ją chłódł jego ciała, mocniej zacisnęła palce na lodowatej dłoni.
Sen przyszedł nagle, był dziwny nawet jak na nią, wiedziała, że śni, choć czuła zimno i strach. Chłód otulił ją od stóp po głowę,odetchnęła głęboko z jej ust uciekła para. Słyszała głośne, pełne bólu zawodzenie, lecz nie dostrzegała nikogo w gęstniejącym mroku. Ona sama świeciła ciepłym, łagodnym blaskiem, dzięki temu dostrzegła przenikające w pobliżu niej małe cienie, przestraszona obserwowała je uważnie z trudem wytrzymując przeszywające dźwięki, które wydawały. Włosy na rękach i karku stanęły jej dęba.
-Tom!- zawołała głośno, ze strachem domyślała się gdzie może się znajdować, w koszmarze Riddle'a. Usłyszała za sobą cichy szelest, jej palce splotły się z palcami Voldemorta. Westchnęła z ulgą i obdarzyła go uspokojonym spojrzeniem, nie zdołała ukryć zadowolenia z jego obecności, z resztą... nawet się nie starała tego robić.
-Nie powinnaś przychodzić tu za mną- skarcił ją. Z ulgą patrzyła na jego bladą, ginącą w mroku twarz, sylwetka także się rozpływała,była jak za mgłą i jedynie krwistoczerwone oczy były wyraźne, choć wyprane z uczuć, uspokajały ją. Spuściła wzrok, by zaraz wyprostować się z determinacją wypisaną na twarzy.
-Nie byłoby mnie tu, gdybyś pozwolił mi wrócić do siebie!- Podniosła głos. Nie odpowiedział, przyciągnął ją do siebie, zaskoczona nie oponowała, wpadła mu w ramiona, a gdy światło otoczyło ich oboje gęsty mrok zniknął.
Otworzyła oczy i odskoczyła puszczając dłoń mężczyzny, zimniejszą niż kiedykolwiek. Westchnął głęboko i rozchylił powieki, jego oczy znów były w kolorze gorzkiej czekolady. Uśmiechnęła się do niego lekko, zauważyła, że jej dłonie dalej świeciły. Opuszkami palców przesunęła po jego policzkach i powiekach, mimo że nie zareagował bała się nieco, nie tego, że ją odepchnie, a swojego zachowania... Skąd w niej tyle odwagi? Przygryzła dolną wargę.
-Świta- mruknął świszczącym, lodowatym głosem, nie cofnęła dłoni, zsunęła je jedynie na jego pierś.
-Odpocząłeś?- spytała kątem oka rozglądając się po ciemnej sypialni, mrok przerażał ją nieco, dodatkowo nasłuchiwała uważnie, przekonana, że usłyszy udręczony chór magów.
-Nie bój się, do ciebie nie przyjdą- oznajmił.- Odpocząłem, możesz odejść.
Przyglądała mu się z wyraźną niechęcią najpierw pokazał jej to wszystko, a teraz każe jej odejść? Od tak po prostu, podczas gdy w jej głowie dalej rozbrzmiewał chór przerażających, martwych czarnoksiężników?
-Nigdzie nie idę- stwierdziła z niezadowoleniem i położyła się na brzegu łóżka, nie zamierzała mu przeszkadzać, lecz nie chciała iść do siebie. Spojrzał na nią uśmiechając się z kpiną, nim zdążyła mrugnąć znalazła się znacznie bliżej niego. Leżała obok otulona czarną pościelą, czuła w splątanych włosach jego smukłe palce. Mimowolnie uśmiechnęła się lekko, zasnęła ukołysana spokojem oraz magią narzeczonego.
Stała w pomieszczeniu, które doskonale pamiętała, pojawiło się już we wcześniejszych snach. Na kanapie na przeciw kominka siedział wysoki, blondyn, jego oczy były pełne bólu, gdy rzucał w ogień zapisane kartki dziennika. Uchwyciła jedną nim spotkała się z ogniem i przyjrzała jej się z zaciekawieniem. Trzymała w dłoni szkic, na którym była ona sama. Siedziała przy kominku w powyciąganym swetrze, czytała książkę uśmiechając się lekko. Na kanapie zaraz za nią siedział Voldemort pod postacią Toma Riddle' a. Trzymał w dłoni kieliszek z winem, jego twarz była jak wyryta w kamieniu, lecz spoglądał na dziewczynę z góry, z dumą w oczach.
Obejrzała się przez ramię spoglądając na ojca i puściła kartkę pozwalając jej spłonąć. Uśmiechnęła się słabo i przeczesała jego jasne włosy. Uniósł wzrok, nie widział dziewczyny choć ją wyczuwał, on także uśmiechnął się lekko, jakby mimochodem.
Otworzyła oczy słysząc głos ojca. Skrzywiła się dostrzegając lekko uchylone drzwi od sypialni Riddle' a. Podniosła się z ociąganiem i otuliła się leżącą na fotelu czarną marynarką.
-Czemu tu tak głośno, Thomas?- spytała z niezadowolonym grymasem wchodząc do gabinetu. Pierwsze co ujrzała to pełną satysfakcji twarz Voldemorta. To sprawił, że rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak tylko spojrzała w kąt pomieszczenia wiedziała skąd jego mina, w kącie na fotelu siedział Albus Dumbledore czytając uważnie kontrakt małżeński, na którym znajdowały się prawie wszystkie, potrzebne do zakończenia długiego okresu narzeczeństwa, podpisy. Odwróciła wzrok od starca kierując go na Tego- Którego- Imienia- Nie- Wolno- Wymawiać, obok niego stał Gellert Grindelwald obserwując ją ze spokojem.
-Thomas?- spytał dyrektor Hogwartu i wbił w nią bystre spojrzenie błękitnych oczu.
-Takie masz imię, czyż nie?- spytała ze spokojem Czarne Pana. Odebrała Albusowi delikatny papier i odłożyła go na biurko, niezadowolona założyła ręce na pierś.
-Musimy porozmawiać, panno Granger- oznajmił dyrektor.- W cztery oczy- dodał z naciskiem.
-Nie ma takiej potrzeby, z resztą... Nie odbędę żadnej rozmowy bez Toma- uprzedziła i odwróciła się na pięcie.- Panowie wybaczą, wracam do łóżka- rzuciła przez ramię i zamknęła się w sypialni Riddle' a udając, że nie słyszy komentarza starca. Z nerwów drżały jej dłonie, gdy zdejmowała z siebie czarną marynarkę i odkładała ją na fotel.
Długo leżała w łóżku otulona kołdrą, a mimo tego marzła. Trzęsły jej się dłonie, a w głowie miała mętlik. Co ją podkusiło by tam wchodzić i zachowywać się tak w stosunku do Albusa Dumbledore'a? Dlaczego odebrała mu kontrakt? Może by coś wymyślił! Zacisnęła powieki, gdy Voldemort wszedł do sypialni, wyczuła, że stanął przy oknie obserwując ją.
____
Grindelwald? Jest. Riddle? Jest. Hermiona? Jest. Kelly? Jest. Wena? Obecna!
Następny rozdział? Za tydzień lub dwa, poczekamy zobaczymy ;)
-Coś zrobiłam nie tak?- spytała cicho i spuściła wzrok, gdy jego oczy znów błysnęły czerwienią.
-Skąd mogłaś to wiedzieć?- syknął. Wzdrygnęła się zdumiona, był na nią zły, dlatego że... chciała pomóc?
-Przepraszam, ja więcej nie...
-Milcz- przerwał jej gwałtownie i podniósł się. Widziała jego wykończenie, lecz mimo to poruszał się nerwowo, a jego oczy błyszczały ze złości.- Skąd mogłaś to wiedzieć? Dlaczego akurat ty to zauważyłaś?- Syknęła z bólu, gdy chwycił ją za ramię podnosząc do góry. Posłusznie stanęła patrząc mu w oczy, czerwień przygasła, a jego skóra była bledsza niż kiedykolwiek. Mimo tego mężczyzna trzymał się prosto, jego wąskie wargi wykrzywiły się w niebezpiecznym, drapieżnym uśmiechu, długie, smukłe palce zacisnęły się na jej ramieniu niczym szpony.- Dlaczego właśnie ty? Nikt, nawet ja,a ty tak po prostu... jedno spojrzenie- warknął blednąc niczym ściana, jego pełne złości oczy przygasły, znów były ciemne, puste, lecz tym razem ich głębia jej nie wciągnęła.
-Dość- przerwała mu.- Usiądź natychmiast- nakazała i powstrzymała jęk, gdy znów przytrzymał ją mocniej. Wyczuła w nim niechęć, gdy z ociąganiem wykonywał polecenie, doskonale wiedziała, że gdyby nie był tak zmęczony solidnie by się jej dostało.- Posłuchaj mnie uważnie bo nie będę się powtarzać.
-Dlaczego ty?- powtórzył znów, tym razem jego głos był tylko zmęczonym, świszczącym szeptem.
-Sam byś to zauważył, gdybyś tylko nie był tak zmęczony.- Zacisnęła palce na jego lodowatej dłoni i usiadła o bok, po raz pierwszy na równi z nim, a nie na dywanie.- Czy tego chcesz czy nie, ty także jesteś człowiekiem. Jeden posiłek dziennie to za mało, tym bardziej, że dziś nie zjadłeś nawet obiadu. Poza tym.. kiedy ty sypiasz? Zawsze byłeś ze mną dopóki nie szłam do siebie, a potem nie byłeś Tomem, a Voldemortem. Nie obchodzi mnie twoja odpowiedź- dodała szybko widząc jak mężczyzna otwiera usta.- Albo o siebie zadbasz, albo ja to zrobię.- Pociągnęła go za rękę do pokoju, w którym jeszcze nigdy nie była i do którego normalnie nie odważyłaby się wejść. Rozejrzała się zaciekawiona jednak w pomieszczeniu panował mrok, więc dostrzegła tylko łóżko stojące pod oknem, z tego powodu pociągnęła tam mężczyznę.- Rozbieraj się i spać- burknęła cicho i odwróciła wzrok, gdy z kpiącym uśmiechem zaczął wykonywać rozkaz. Położył się do łóżka i przykrył kołdrą obserwując ją spod półprzymkniętych powiek, a jego wargi wykrzywiły się w drwiącym grymasie, ponownie odwróciła wzrok i ruszyła w stronę wyjścia.
-Zostań- mruknął przeciągając pierwszą sylabę. Spojrzała na niego zaskoczona i mimowolnie zatrzymała się w półkroku.
-W jakim celu?
-I tak nie zasnę, Hermiono- oznajmił zmęczonym głosem, który wywołał w niej współczucie, jednak nie zamierzała go okazać, zbeształby ją jak nic.
-Nie próbowałeś- wytknęła mu surowo.
-To straszne sny- zaczął cicho, obserwował ją przy tym uważnie, doskonale znał jej słabe strony.- Wędrowałem ścieżkami zakazanymi ludziom, widziałem drogę śmierci, bramy piekielne, czułem ból wszystkich magów tego świata. Sądzisz, że po czymś takim jestem wstanie zasnąć?- spytał ze spokojem. Był całkowicie poważny, chłód w jego głosie zniknął zastąpiony znużeniem i rezygnacją, nie był mężczyzną, którego znała, którego znali wszyscy. Mimowolnie usiadła na brzegu łóżka wpatrując się w jego oczy.
-Co ja mam z tym wspólnego?- spytała przełykając ślinę i spuściła wzrok, nie była wstanie znieść tego starego, mądrego spojrzenia, jak gdyby nie miał dwudziestu kilku lat, na które wyglądał, siedemdziesięciu kilku, które miał w rzeczywistości, a tysiące, tysiące długich, bolesnych lat. Przygryzła wargę, gdy lodowate palce spoczęły na jej dłoni.
- Potrzebuję twojego światła, Hermiono- mruknął o wiele ciszej, doskonale wiedziała, że to wyznanie wiele go kosztuje. Wpatrywała się w niego nieufnie, zaniepokojona. Czy wierząc mu była naiwna? Był znakomitym aktorem wiedziała to, lecz mimo tego mu uwierzyła. "Głupia, naiwna, Hermionka"-przemknęło jej przez myśl.
-Śpij, Tom.- Sunęła kciukiem po jego dłoni uśmiechając się niezauważalnie. Spontanicznie pocałowała go w czoło co zostało nagrodzone zdumionym spojrzeniem. Zamknął oczy i rozluźnił się nieco, po chwili jego oddech się wyrównał. Czy i to było grą? Czy planował się poderwać z kpiącym uśmiechem i oczami błyszczącymi prowokująco, krzyknąć "niespodzianka"? Nie, to nie byłby Voldemort, którego wszyscy znali, przygryzła wargę i z wahaniem przeczesała palcami jego kruczoczarne włosy.
Znużona po pewnym czasie zasnęła, jej głowa opadła na tors mężczyzny, otulił ją chłódł jego ciała, mocniej zacisnęła palce na lodowatej dłoni.
Sen przyszedł nagle, był dziwny nawet jak na nią, wiedziała, że śni, choć czuła zimno i strach. Chłód otulił ją od stóp po głowę,odetchnęła głęboko z jej ust uciekła para. Słyszała głośne, pełne bólu zawodzenie, lecz nie dostrzegała nikogo w gęstniejącym mroku. Ona sama świeciła ciepłym, łagodnym blaskiem, dzięki temu dostrzegła przenikające w pobliżu niej małe cienie, przestraszona obserwowała je uważnie z trudem wytrzymując przeszywające dźwięki, które wydawały. Włosy na rękach i karku stanęły jej dęba.
-Tom!- zawołała głośno, ze strachem domyślała się gdzie może się znajdować, w koszmarze Riddle'a. Usłyszała za sobą cichy szelest, jej palce splotły się z palcami Voldemorta. Westchnęła z ulgą i obdarzyła go uspokojonym spojrzeniem, nie zdołała ukryć zadowolenia z jego obecności, z resztą... nawet się nie starała tego robić.
-Nie powinnaś przychodzić tu za mną- skarcił ją. Z ulgą patrzyła na jego bladą, ginącą w mroku twarz, sylwetka także się rozpływała,była jak za mgłą i jedynie krwistoczerwone oczy były wyraźne, choć wyprane z uczuć, uspokajały ją. Spuściła wzrok, by zaraz wyprostować się z determinacją wypisaną na twarzy.
-Nie byłoby mnie tu, gdybyś pozwolił mi wrócić do siebie!- Podniosła głos. Nie odpowiedział, przyciągnął ją do siebie, zaskoczona nie oponowała, wpadła mu w ramiona, a gdy światło otoczyło ich oboje gęsty mrok zniknął.
Otworzyła oczy i odskoczyła puszczając dłoń mężczyzny, zimniejszą niż kiedykolwiek. Westchnął głęboko i rozchylił powieki, jego oczy znów były w kolorze gorzkiej czekolady. Uśmiechnęła się do niego lekko, zauważyła, że jej dłonie dalej świeciły. Opuszkami palców przesunęła po jego policzkach i powiekach, mimo że nie zareagował bała się nieco, nie tego, że ją odepchnie, a swojego zachowania... Skąd w niej tyle odwagi? Przygryzła dolną wargę.
-Świta- mruknął świszczącym, lodowatym głosem, nie cofnęła dłoni, zsunęła je jedynie na jego pierś.
-Odpocząłeś?- spytała kątem oka rozglądając się po ciemnej sypialni, mrok przerażał ją nieco, dodatkowo nasłuchiwała uważnie, przekonana, że usłyszy udręczony chór magów.
-Nie bój się, do ciebie nie przyjdą- oznajmił.- Odpocząłem, możesz odejść.
Przyglądała mu się z wyraźną niechęcią najpierw pokazał jej to wszystko, a teraz każe jej odejść? Od tak po prostu, podczas gdy w jej głowie dalej rozbrzmiewał chór przerażających, martwych czarnoksiężników?
-Nigdzie nie idę- stwierdziła z niezadowoleniem i położyła się na brzegu łóżka, nie zamierzała mu przeszkadzać, lecz nie chciała iść do siebie. Spojrzał na nią uśmiechając się z kpiną, nim zdążyła mrugnąć znalazła się znacznie bliżej niego. Leżała obok otulona czarną pościelą, czuła w splątanych włosach jego smukłe palce. Mimowolnie uśmiechnęła się lekko, zasnęła ukołysana spokojem oraz magią narzeczonego.
Stała w pomieszczeniu, które doskonale pamiętała, pojawiło się już we wcześniejszych snach. Na kanapie na przeciw kominka siedział wysoki, blondyn, jego oczy były pełne bólu, gdy rzucał w ogień zapisane kartki dziennika. Uchwyciła jedną nim spotkała się z ogniem i przyjrzała jej się z zaciekawieniem. Trzymała w dłoni szkic, na którym była ona sama. Siedziała przy kominku w powyciąganym swetrze, czytała książkę uśmiechając się lekko. Na kanapie zaraz za nią siedział Voldemort pod postacią Toma Riddle' a. Trzymał w dłoni kieliszek z winem, jego twarz była jak wyryta w kamieniu, lecz spoglądał na dziewczynę z góry, z dumą w oczach.
Obejrzała się przez ramię spoglądając na ojca i puściła kartkę pozwalając jej spłonąć. Uśmiechnęła się słabo i przeczesała jego jasne włosy. Uniósł wzrok, nie widział dziewczyny choć ją wyczuwał, on także uśmiechnął się lekko, jakby mimochodem.
Otworzyła oczy słysząc głos ojca. Skrzywiła się dostrzegając lekko uchylone drzwi od sypialni Riddle' a. Podniosła się z ociąganiem i otuliła się leżącą na fotelu czarną marynarką.
-Czemu tu tak głośno, Thomas?- spytała z niezadowolonym grymasem wchodząc do gabinetu. Pierwsze co ujrzała to pełną satysfakcji twarz Voldemorta. To sprawił, że rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak tylko spojrzała w kąt pomieszczenia wiedziała skąd jego mina, w kącie na fotelu siedział Albus Dumbledore czytając uważnie kontrakt małżeński, na którym znajdowały się prawie wszystkie, potrzebne do zakończenia długiego okresu narzeczeństwa, podpisy. Odwróciła wzrok od starca kierując go na Tego- Którego- Imienia- Nie- Wolno- Wymawiać, obok niego stał Gellert Grindelwald obserwując ją ze spokojem.
-Thomas?- spytał dyrektor Hogwartu i wbił w nią bystre spojrzenie błękitnych oczu.
-Takie masz imię, czyż nie?- spytała ze spokojem Czarne Pana. Odebrała Albusowi delikatny papier i odłożyła go na biurko, niezadowolona założyła ręce na pierś.
-Musimy porozmawiać, panno Granger- oznajmił dyrektor.- W cztery oczy- dodał z naciskiem.
-Nie ma takiej potrzeby, z resztą... Nie odbędę żadnej rozmowy bez Toma- uprzedziła i odwróciła się na pięcie.- Panowie wybaczą, wracam do łóżka- rzuciła przez ramię i zamknęła się w sypialni Riddle' a udając, że nie słyszy komentarza starca. Z nerwów drżały jej dłonie, gdy zdejmowała z siebie czarną marynarkę i odkładała ją na fotel.
Długo leżała w łóżku otulona kołdrą, a mimo tego marzła. Trzęsły jej się dłonie, a w głowie miała mętlik. Co ją podkusiło by tam wchodzić i zachowywać się tak w stosunku do Albusa Dumbledore'a? Dlaczego odebrała mu kontrakt? Może by coś wymyślił! Zacisnęła powieki, gdy Voldemort wszedł do sypialni, wyczuła, że stanął przy oknie obserwując ją.
____
Grindelwald? Jest. Riddle? Jest. Hermiona? Jest. Kelly? Jest. Wena? Obecna!
Następny rozdział? Za tydzień lub dwa, poczekamy zobaczymy ;)
niedziela, 24 listopada 2013
Rozdział 6
-Już lepiej- oznajmiła cicho i za kurtyną włosów ukryła zażenowaną twarz.
- Rozmawiałaś z ojcem?- spytał od razu czarnowłosy. Niemrawo przytaknęła. Nie była pewna czemu zawędrowała do pokoju Zabiniego, nie byli przyjaciółmi, ba! Rozmawiała z nim po raz piąty w życiu.
- Jeśli można nazwać to rozmową- wydusiła z siebie niechętnie. Nie odpowiedział, jego dłonie spoczęły na długich włosach dziewczyny i związały je w wysoką kitkę.
-Opowiedz jeśli chcesz.- Uśmiechnął się lekko, spokojnym ruchem dłoni otarł jej łzy, choć uspokoiła się nieco one dalej malowały ścieżkę na zaczerwienionych policzkach. Gdy milczała zniknął w sąsiednim pomieszczeniu, by zaraz wrócić z dwoma kieliszkami, butelką ognistej oraz dużą paczką mugolskich chipsów. Spojrzała na niego ze zdumieniem,a on w odpowiedzi puścił jej oko.
- Częstuj się.- Podał jej pełen kieliszek, z którego trunek wypiła jednym haustem, by zaraz zjeść kilka chipsów. Uśmiechnęła się słabo i podsuwając mu kieliszek, by dolał nieco trunku zaczęła opowiadać.
*
-Czy ja jestem głupia, Diable?- spytała cichym tonem. Leżała na łóżku chłopaka w bieliźnie i jego szarym podkoszulku, z jej włosów na podłogę spływała woda, dopiero co wzięła kąpiel.
-A gdzie tam, może trochę pijana- rzucił przez ramię i wszedł do łazienki. Wybuchnęła głośnym śmiechem i przymknęła powieki okrywając się pachnącą męskimi perfumami kołdrą.
*
Śmierciożercy obecni w Riddle Manor siedzieli w jadalni, obiad był już na stole, lecz nikt nie odważył się zacząć posiłku. Dziś siedział z nimi nie Tom, którego uważali za prawą rękę pana, a Voldemort, wściekły na wszystkich, milczący. W dodatku przy stole nie brakowało tylko Toma, lecz także Hermiony, która dotąd jeszcze nigdy nie ominęła posiłku.
Dziewczyna nie chciała schodzić na dół, siedziała w pokoju Zabini'ego ubrała w krótkie czarne spodenki i granatową koszulę. Była bosa, a jej rozczochrane włosy opadały na smutną twarz, oczy dalej były zaczerwienione, a kac dawał o sobie znać. Sięgnęła po jedną z książek na regale i przetarła rękawem oczy. "Minusy dobrej magii", przeczytała i uniosła lekko jedną brew szybko zabierając się za lekturę.
-Hermiona.- Do pokoju wpadł blady jak ściana Blaise przez co poderwała się gwałtownie książkę zostawiając na oparciu fotela.
-Coś się stało?- Zaniepokojona przyjrzała mu się uważnie odgarniając z twarzy włosy.
- Czarny Pan jest wściekły, kazał przeszukać cały ogród, włącznie z parkiem, wysłał ludzi na plażę i kazał sprawdzać wszystko od piwnic w górę. Przedtem był w twoim pokoju, gdy nie zjawiłaś się na obiedzie, a teraz wygląda jakby miał nas wszystkich zamienić w pył- wyrzucił z siebie na jednym wydechu.- W dodatku wezwał twojego ojca i teraz siedzi z nim w swoim gabinecie i dyskutują, Gellert wysunął propozycję, że nienawidzisz ich obu i że wróciłaś do Zakonu- dodał już nieco spokojniej i zamknął drzwi na klucz. Usiadł na swoim łóżku i oddychając głęboko ukrył twarz w dłoniach. Przestraszona dziewczyna z wahaniem położyła mu dłoń na ramieniu i w zamyśleniu spuściła głowę, przygnębiona.
-Przepraszam, Blaise. Sprowadziłam kłopoty, rozgniewałam węża i teraz powinnam go ułagodzić- oznajmiła cicho, lecz bez wahania.- Będziesz tak dobry i zaprowadzisz mnie do jego gabinetu? Sama mogę się nie odważyć stawić czoła im obu- wytłumaczyła się szybko, a gdy wstał uśmiechnęła się słabo.- Daj mi tylko momencik.- Pociągnęła go za sobą do swojego pokoju, gdzie ubrała czarne baleriny i rozczesała włosy, by na koniec psiknąć się perfumami, które Riddle osobiście jej wręczył choć robił to z doskonale widoczną niechęcią. Pokręciła lekko głową na to wspomnienie i ruszyła za chłopakiem nieco przestraszona, niczym pisklę przed spotkaniem z wężem.
Zastukała cicho w drzwi i nie czekając na "wejść" wślizgnęła się do środka dziękując Zabini'emu słabym uśmiechem.
-Czego tym razem?- Różdżka skierowała się w jej stronę, a dziewczyna zbladła.
-Mam wyjść?- spytała niepewnie, Voldemort czym prędzej opuścił różdżkę, a Grindelwald pojawił się przy niej.
-Gdzieś ty była dziewczyno?
-To nie twoja sprawa, nie jesteś moim ojcem- odpowiedziała stojąc sztywno i nie patrząc mu w oczy.- Tom, żądam rozmowy.
-Wracaj do siebie, Gellert- odparł czym prędzej mężczyzna i patrząc jej lodowato w oczy wskazał fotel, w którym szybko usiadła. -Gdzie byłaś?
-Nie twoja sprawa, nie o tym będziemy mówić.- Chociaż była przerażona jej głos był zdeterminowany co dziwiło ją samą. Uspokoiła się nieco, gdy mężczyzna przybrał swą ludzką postać i choć jego wzrok dalej był zimniejszy niż kiedykolwiek, a zwykle czarne oczy błyszczały czerwienią rozluźniła się.
-W takim razie o czym?- spytał, stał nad nią niczym kat doskonale wiedząc jakie uczucia wzbudza, uwielbiał ten strach malujący się w jej oczach, mieszającą się z nim determinację, która jednak przeplatała się z niepewnością. Wyczuwał, że dziewczyna czuje do niego respekt, do jego doświadczenia, wieku, wiedzy, którą zdążył nabyć nim ona się urodziła, a której uchylił jedynie rąbek, gdy postanowił ją nieco nauczyć
-Nie jestem dzieckiem- zaczęła ze spokojem.- Nie możesz mnie tak traktować, ani ty, ani tym bardziej pan Grindelwald. Nie chce z nim iść, ale ma racje, oszukałeś mnie, nie powiedziałeś mi kim jesteś... po co ci to było? I tak prawda wyszła na jaw- wytknęła mu z goryczą.
-Wiem, doskonale jednak zdaję sobie sprawę z twojej nienawiści- odparł opierając się o biurko, z beznamiętną twarzą patrzył na nią z góry.- Z tego, że nie chcesz mnie za męża także.
-Nie przerywaj mi, ja mówię- skarciła go ostro.- Mam swoje zdanie, naprawdę nie jestem głupia, nieważne co myślicie. Nie idę z nim... ale to nie znaczy, że zostanę z tobą, jednak skoro na razie tu jestem... pozwól mi być sobą. Lubię czasem spędzić samotny dzień, z książką i gorącą czekoladą, nie mogę być wiecznie wśród ludzi, nienawidzę ich! Muszę wszystko przemyśleć to dla mnie coś nowego i... i bardzo cię proszę, zrób coś dla mnie- mruknęła, przy ostatnim zdaniem zawahała się wiedząc, że może zrobić jej na złość, od tak, z czystej złośliwości.
-Słucham?- spytał, jego głos wyprany z wszelkich emocji sprawił, że zacisnęła wargi.
-Nie krzywdź Malfoy'ów i Blaise' a Zabinie'ego, nie mam już nikogo więcej, a sama tego nie zniosę. Jestem słaba i zdaje sobie z tego sprawę- dodała z dumą.
-Rozważę to- odpowiedział. Wzdrygnęła się, gdy lodowata dłoń spoczęła na jej policzku.- I zapamiętam, wiedz jednak, że wkrótce odbędzie się tu uroczystość, na której będziesz obecna.
-Dobrze- mruknęła bez namysłu i dotknęła opuszkami palców jego ręki.- Odsuń się, Voldemort- stwierdziła chłodnym głosem, poważniejąc. Gdy to zrobił choć wcześniej odczuwała wstręt zapragnęła by dotknął ją jeszcze raz. Oparła czoło na jego ręce opartej o biurko i westchnęła głęboko.- Chciałabym, żeby było inaczej, nie lubię, gdy się mnie do czegoś zmusza.- Podniosła się kierując się do wyjścia.
-Poczekaj- rzucił ostro przez co przestraszona zamknęła drzwi i odwróciła się ku niemu. Znów przyjął postać Voldemorta przez co odczuła znacznie większą niechęć, nie odrzucał jej wygląd, nie o to chodziło, od wysokiej postaci bił niezwykły autorytet, krwistoczerwone, lodowate oczy posiadały wiedzę większą niż ktokolwiek.- Istnieje możliwość zerwania kontraktu, mogą go przerwać osoby, które się na nim podpisały, jednak każda z nich po podarciu jej umrze i to od wielu wieków się nie zmieniło, mało kto jednak wie, że osoba, której imienia użyto, a która się nie podpisała może zniszczyć podpisy przez spalenie i choć reszta kontraktu pozostanie bezpiecznie można ją podrzeć.
Spoglądała na niego zdumiona, nie rozumiała czemu ją o tym informuje dopóki nie przypomniała sobie ostatniego zdania, które wyleciało jej z głowy jak tylko się odezwał, mimowolnie poczuła do niego wdzięczność.
-Dziękuję- odparła, oczy jej rozbłysły.- Cieszę się, że mi o tym mówisz. Miłego dnia- dodała i ruszyła do wyjścia. Zamknęła za sobą drzwi, podczas gdy mężczyzna pozostał w bezruchu, czuła się nieco dziwnie, gdy wychodziła, stał niczym posąg, a jego mądre oczy przeszywały ją na wskroś.
Doszła do końca korytarza i cofnęła się gwałtownie dochodząc do wniosku, że nie może iść tak po prostu tym bardziej,że chciała... Przygryzła dolną wargę spłoszona, mógł odmówić, a tak bardzo tego nie chciała... Wpadła do gabinetu mężczyzny bez słowa. Siedział za biurkiem w swej mniej ludzkiej postaci, jego beznamiętna twarz nie przeraziła jej tym razem, w końcu była do niej przyzwyczajona wszak mimo przerażającego wyglądu to dalej był Tom. Ten sam Tom, który ją uczył, czytał z nią książki przy kominku i pił gorącą czekoladę choć nie lubił słodyczy, uczył ją jeździć konno i sztuk walki, całkowicie mugolskich, lecz bardzo przydatnych. To właśnie on pocieszał ją gdy przestraszona rozglądała się po nowym miejscu, wracała do siebie po śmierci opiekunów... Zawsze był chłodny, pusty...a mimo to wyglądał na dumnego z niej, z tego, że tak szybko się uczy.
-Słucham?- Świszczący głos rozniósł się po pomieszczeniu, obserwował ją uważnie, gdy spłonęła rumieńcem dochodząc do wniosku,że powrót był nieprzemyślany i zbyt gwałtowny.
-Ja...Czy może...- urwała spłoszona, jego spokojem.- Chciałabym, abyśmy dalej spędzali wieczory przy kominku, lubię je- oznajmiła po chwili z powagą w głosie.
-Dziś jak zwykle, ubierz sweter- odparł, stracił nią zainteresowanie i wrócił do studiowania papierów. Stanęła za nim i przyjrzała się dokumentom z niezadowoleniem marszcząc nos.
-Tutaj jest błąd- oznajmiła cicho stukając w kartkę palcem.- Jeśli zmieni się to zaklęcie na Vivaro* efekt będzie mocniejszy- wyjaśniła i czym prędzej opuściła pomieszczenie.
_________
Wow...ale poślizg, notka miała być już dawno, ale wena się skończyła <<
*Vivaro- zaklęcie kontrolujące, dużo mocniejsze od Imperio ponieważ wywodzi się z pierwotnej magii, zapomnianej. Zaklęcie pochodzi z książki "Pradawny czar" z rozdziału 4, wymyślone przeze mnie.
- Rozmawiałaś z ojcem?- spytał od razu czarnowłosy. Niemrawo przytaknęła. Nie była pewna czemu zawędrowała do pokoju Zabiniego, nie byli przyjaciółmi, ba! Rozmawiała z nim po raz piąty w życiu.
- Jeśli można nazwać to rozmową- wydusiła z siebie niechętnie. Nie odpowiedział, jego dłonie spoczęły na długich włosach dziewczyny i związały je w wysoką kitkę.
-Opowiedz jeśli chcesz.- Uśmiechnął się lekko, spokojnym ruchem dłoni otarł jej łzy, choć uspokoiła się nieco one dalej malowały ścieżkę na zaczerwienionych policzkach. Gdy milczała zniknął w sąsiednim pomieszczeniu, by zaraz wrócić z dwoma kieliszkami, butelką ognistej oraz dużą paczką mugolskich chipsów. Spojrzała na niego ze zdumieniem,a on w odpowiedzi puścił jej oko.
- Częstuj się.- Podał jej pełen kieliszek, z którego trunek wypiła jednym haustem, by zaraz zjeść kilka chipsów. Uśmiechnęła się słabo i podsuwając mu kieliszek, by dolał nieco trunku zaczęła opowiadać.
*
-Czy ja jestem głupia, Diable?- spytała cichym tonem. Leżała na łóżku chłopaka w bieliźnie i jego szarym podkoszulku, z jej włosów na podłogę spływała woda, dopiero co wzięła kąpiel.
-A gdzie tam, może trochę pijana- rzucił przez ramię i wszedł do łazienki. Wybuchnęła głośnym śmiechem i przymknęła powieki okrywając się pachnącą męskimi perfumami kołdrą.
*
Śmierciożercy obecni w Riddle Manor siedzieli w jadalni, obiad był już na stole, lecz nikt nie odważył się zacząć posiłku. Dziś siedział z nimi nie Tom, którego uważali za prawą rękę pana, a Voldemort, wściekły na wszystkich, milczący. W dodatku przy stole nie brakowało tylko Toma, lecz także Hermiony, która dotąd jeszcze nigdy nie ominęła posiłku.
Dziewczyna nie chciała schodzić na dół, siedziała w pokoju Zabini'ego ubrała w krótkie czarne spodenki i granatową koszulę. Była bosa, a jej rozczochrane włosy opadały na smutną twarz, oczy dalej były zaczerwienione, a kac dawał o sobie znać. Sięgnęła po jedną z książek na regale i przetarła rękawem oczy. "Minusy dobrej magii", przeczytała i uniosła lekko jedną brew szybko zabierając się za lekturę.
-Hermiona.- Do pokoju wpadł blady jak ściana Blaise przez co poderwała się gwałtownie książkę zostawiając na oparciu fotela.
-Coś się stało?- Zaniepokojona przyjrzała mu się uważnie odgarniając z twarzy włosy.
- Czarny Pan jest wściekły, kazał przeszukać cały ogród, włącznie z parkiem, wysłał ludzi na plażę i kazał sprawdzać wszystko od piwnic w górę. Przedtem był w twoim pokoju, gdy nie zjawiłaś się na obiedzie, a teraz wygląda jakby miał nas wszystkich zamienić w pył- wyrzucił z siebie na jednym wydechu.- W dodatku wezwał twojego ojca i teraz siedzi z nim w swoim gabinecie i dyskutują, Gellert wysunął propozycję, że nienawidzisz ich obu i że wróciłaś do Zakonu- dodał już nieco spokojniej i zamknął drzwi na klucz. Usiadł na swoim łóżku i oddychając głęboko ukrył twarz w dłoniach. Przestraszona dziewczyna z wahaniem położyła mu dłoń na ramieniu i w zamyśleniu spuściła głowę, przygnębiona.
-Przepraszam, Blaise. Sprowadziłam kłopoty, rozgniewałam węża i teraz powinnam go ułagodzić- oznajmiła cicho, lecz bez wahania.- Będziesz tak dobry i zaprowadzisz mnie do jego gabinetu? Sama mogę się nie odważyć stawić czoła im obu- wytłumaczyła się szybko, a gdy wstał uśmiechnęła się słabo.- Daj mi tylko momencik.- Pociągnęła go za sobą do swojego pokoju, gdzie ubrała czarne baleriny i rozczesała włosy, by na koniec psiknąć się perfumami, które Riddle osobiście jej wręczył choć robił to z doskonale widoczną niechęcią. Pokręciła lekko głową na to wspomnienie i ruszyła za chłopakiem nieco przestraszona, niczym pisklę przed spotkaniem z wężem.
Zastukała cicho w drzwi i nie czekając na "wejść" wślizgnęła się do środka dziękując Zabini'emu słabym uśmiechem.
-Czego tym razem?- Różdżka skierowała się w jej stronę, a dziewczyna zbladła.
-Mam wyjść?- spytała niepewnie, Voldemort czym prędzej opuścił różdżkę, a Grindelwald pojawił się przy niej.
-Gdzieś ty była dziewczyno?
-To nie twoja sprawa, nie jesteś moim ojcem- odpowiedziała stojąc sztywno i nie patrząc mu w oczy.- Tom, żądam rozmowy.
-Wracaj do siebie, Gellert- odparł czym prędzej mężczyzna i patrząc jej lodowato w oczy wskazał fotel, w którym szybko usiadła. -Gdzie byłaś?
-Nie twoja sprawa, nie o tym będziemy mówić.- Chociaż była przerażona jej głos był zdeterminowany co dziwiło ją samą. Uspokoiła się nieco, gdy mężczyzna przybrał swą ludzką postać i choć jego wzrok dalej był zimniejszy niż kiedykolwiek, a zwykle czarne oczy błyszczały czerwienią rozluźniła się.
-W takim razie o czym?- spytał, stał nad nią niczym kat doskonale wiedząc jakie uczucia wzbudza, uwielbiał ten strach malujący się w jej oczach, mieszającą się z nim determinację, która jednak przeplatała się z niepewnością. Wyczuwał, że dziewczyna czuje do niego respekt, do jego doświadczenia, wieku, wiedzy, którą zdążył nabyć nim ona się urodziła, a której uchylił jedynie rąbek, gdy postanowił ją nieco nauczyć
-Nie jestem dzieckiem- zaczęła ze spokojem.- Nie możesz mnie tak traktować, ani ty, ani tym bardziej pan Grindelwald. Nie chce z nim iść, ale ma racje, oszukałeś mnie, nie powiedziałeś mi kim jesteś... po co ci to było? I tak prawda wyszła na jaw- wytknęła mu z goryczą.
-Wiem, doskonale jednak zdaję sobie sprawę z twojej nienawiści- odparł opierając się o biurko, z beznamiętną twarzą patrzył na nią z góry.- Z tego, że nie chcesz mnie za męża także.
-Nie przerywaj mi, ja mówię- skarciła go ostro.- Mam swoje zdanie, naprawdę nie jestem głupia, nieważne co myślicie. Nie idę z nim... ale to nie znaczy, że zostanę z tobą, jednak skoro na razie tu jestem... pozwól mi być sobą. Lubię czasem spędzić samotny dzień, z książką i gorącą czekoladą, nie mogę być wiecznie wśród ludzi, nienawidzę ich! Muszę wszystko przemyśleć to dla mnie coś nowego i... i bardzo cię proszę, zrób coś dla mnie- mruknęła, przy ostatnim zdaniem zawahała się wiedząc, że może zrobić jej na złość, od tak, z czystej złośliwości.
-Słucham?- spytał, jego głos wyprany z wszelkich emocji sprawił, że zacisnęła wargi.
-Nie krzywdź Malfoy'ów i Blaise' a Zabinie'ego, nie mam już nikogo więcej, a sama tego nie zniosę. Jestem słaba i zdaje sobie z tego sprawę- dodała z dumą.
-Rozważę to- odpowiedział. Wzdrygnęła się, gdy lodowata dłoń spoczęła na jej policzku.- I zapamiętam, wiedz jednak, że wkrótce odbędzie się tu uroczystość, na której będziesz obecna.
-Dobrze- mruknęła bez namysłu i dotknęła opuszkami palców jego ręki.- Odsuń się, Voldemort- stwierdziła chłodnym głosem, poważniejąc. Gdy to zrobił choć wcześniej odczuwała wstręt zapragnęła by dotknął ją jeszcze raz. Oparła czoło na jego ręce opartej o biurko i westchnęła głęboko.- Chciałabym, żeby było inaczej, nie lubię, gdy się mnie do czegoś zmusza.- Podniosła się kierując się do wyjścia.
-Poczekaj- rzucił ostro przez co przestraszona zamknęła drzwi i odwróciła się ku niemu. Znów przyjął postać Voldemorta przez co odczuła znacznie większą niechęć, nie odrzucał jej wygląd, nie o to chodziło, od wysokiej postaci bił niezwykły autorytet, krwistoczerwone, lodowate oczy posiadały wiedzę większą niż ktokolwiek.- Istnieje możliwość zerwania kontraktu, mogą go przerwać osoby, które się na nim podpisały, jednak każda z nich po podarciu jej umrze i to od wielu wieków się nie zmieniło, mało kto jednak wie, że osoba, której imienia użyto, a która się nie podpisała może zniszczyć podpisy przez spalenie i choć reszta kontraktu pozostanie bezpiecznie można ją podrzeć.
Spoglądała na niego zdumiona, nie rozumiała czemu ją o tym informuje dopóki nie przypomniała sobie ostatniego zdania, które wyleciało jej z głowy jak tylko się odezwał, mimowolnie poczuła do niego wdzięczność.
-Dziękuję- odparła, oczy jej rozbłysły.- Cieszę się, że mi o tym mówisz. Miłego dnia- dodała i ruszyła do wyjścia. Zamknęła za sobą drzwi, podczas gdy mężczyzna pozostał w bezruchu, czuła się nieco dziwnie, gdy wychodziła, stał niczym posąg, a jego mądre oczy przeszywały ją na wskroś.
Doszła do końca korytarza i cofnęła się gwałtownie dochodząc do wniosku, że nie może iść tak po prostu tym bardziej,że chciała... Przygryzła dolną wargę spłoszona, mógł odmówić, a tak bardzo tego nie chciała... Wpadła do gabinetu mężczyzny bez słowa. Siedział za biurkiem w swej mniej ludzkiej postaci, jego beznamiętna twarz nie przeraziła jej tym razem, w końcu była do niej przyzwyczajona wszak mimo przerażającego wyglądu to dalej był Tom. Ten sam Tom, który ją uczył, czytał z nią książki przy kominku i pił gorącą czekoladę choć nie lubił słodyczy, uczył ją jeździć konno i sztuk walki, całkowicie mugolskich, lecz bardzo przydatnych. To właśnie on pocieszał ją gdy przestraszona rozglądała się po nowym miejscu, wracała do siebie po śmierci opiekunów... Zawsze był chłodny, pusty...a mimo to wyglądał na dumnego z niej, z tego, że tak szybko się uczy.
-Słucham?- Świszczący głos rozniósł się po pomieszczeniu, obserwował ją uważnie, gdy spłonęła rumieńcem dochodząc do wniosku,że powrót był nieprzemyślany i zbyt gwałtowny.
-Ja...Czy może...- urwała spłoszona, jego spokojem.- Chciałabym, abyśmy dalej spędzali wieczory przy kominku, lubię je- oznajmiła po chwili z powagą w głosie.
-Dziś jak zwykle, ubierz sweter- odparł, stracił nią zainteresowanie i wrócił do studiowania papierów. Stanęła za nim i przyjrzała się dokumentom z niezadowoleniem marszcząc nos.
-Tutaj jest błąd- oznajmiła cicho stukając w kartkę palcem.- Jeśli zmieni się to zaklęcie na Vivaro* efekt będzie mocniejszy- wyjaśniła i czym prędzej opuściła pomieszczenie.
_________
Wow...ale poślizg, notka miała być już dawno, ale wena się skończyła <<
*Vivaro- zaklęcie kontrolujące, dużo mocniejsze od Imperio ponieważ wywodzi się z pierwotnej magii, zapomnianej. Zaklęcie pochodzi z książki "Pradawny czar" z rozdziału 4, wymyślone przeze mnie.
piątek, 20 września 2013
Rozdział 5
- Do ciebie- stwierdziła niechętnie. Cofnęła się z powrotem i usiadła przy kominku, pobladła, z zaciśniętymi wargami. W pobielałych palcach trzymała książkę "Pradawny czar", którą próbowała czytać, starała się nie zwracać uwagi na przybyłego gościa. Wysoki blondyn stał tuż za nią, jego cień padał na tekst.
- Dobry wieczór, Tom.- Usłyszała jego głęboki,spokojny głos.
-Witaj znów, Gellercie.- Odpowiedź padła natychmiast, lodowata, niechętna. Mimowolnie uśmiechnęła się słabo pod nosem, nie tylko ona była niezadowolona z wizyty, choć on przynajmniej wiedział kto się zjawi.- Hermiono, poznaj proszę, Gellert Grindelwald- przedstawił ich sztywno. Skoro zwracał się do niej wiedziała co musi zrobić, ostrożnie położyła książkę na stoliku i podniosła się z gracją.
- Miło mi poznać, panie Grindelwald- oznajmiła cicho, ze spokojem patrząc w jego jasne oczy.
- Mnie także, Hermiono- odparł szybko, choć ujrzała błysk żalu w jego spojrzeniu.
- Będę u siebie, Tom- mruknęła. Gdy ruszyła do drzwi poczuła zimną dłoń chwytającą ją za łokieć. Zatrzymała się gwałtownie i spuściła wzrok.- Przepraszam, Tom.- Pozwoliła mu zaprowadzić się na kanapę przed kominkiem, siadając wraz z nim sztywno podczas gdy blondyn zajął miejsce po jej drugiej stronie.- Kontynuujcie, proszę.- Szeroko otwartymi oczami obserwowała ogień pochłaniający drewno w kominku, podczas gdy mężczyźni wymieniali między sobą chłodne uwagi, nie słuchała ich. Zsunęła z włosów gumkę, kręcone i grube opadły na smukłe ramiona, otuliły szyję, schowały twarz.
- Chcę, aby dołączyła do mnie, jest moją córką, chcę ją mieć przy swoim boku.- Słowa Gellerta były pierwszymi, które usłyszała po uspokojeniu się, po wsłuchaniu w rozmowę. Znieruchomiała od razu, spięła wszystkie mięśnie, gdy przemówił ciemnowłosy.
- Hermiona zostanie tutaj, ona nawet nie chce o tobie słyszeć. Z resztą wątpię, aby marzyła o zamieszkaniu w Nurmengardzie.
- W Nurmengardzie? Przeniosę się z nią do mugolskiej dzielnicy Londynu. Jeśli mnie nienawidzi... Chcesz, by została z tobą? Nawet nie powiedziałeś jej kim naprawdę jesteś, nie pokazałeś jak rzeczywiście wyglądasz, nie ukazałeś twarzy kreatury, którą jesteś.- Poderwała się gwałtownie, nie zamierzała w milczeniu przysłuchiwać się tej rozmowie, traktowali ją jak bezwolną idiotkę, nie była głupia! Nazywano ją najmądrzejszą wiedźmą pokolenia, czy oni obaj myśleli, że niczego nie wie, że nic nie zauważyła? Wyprostowała się dumnie, odgarnęła z twarzy gęste włosy, patrzyła na nich wojowniczo, z trudem hamowała złość.
- Waszym zdaniem jestem głupia? Nie mam wolej woli, własnego zdania?- spytała ze spokojem, wypranym z emocji głosem.- Nie jesteś moim ojcem, nie chcę z tobą mieszkać!- Przemówiła głos, aby zaraz odezwać się prawie szeptem.- Doskonale wiem kim jest Tom, panie Grindelwald. Tom Marvolo Riddle- oznajmiła sucho.- Czy też... Lord Voldemort- urwała, ciemne oczy rozbłysły czerwienią.- Nie myślałeś chyba, że nie wie, Tom?- warknęła przez zaciśnięte zęby.- Nie wiem czego oczekiwałeś, że znając twoją drugą stronę pokocham pierwszą?- Przełknęła głośno ślinę i zacisnęła wargi w wąską linię, gdy po jej twarzy przemknął grymas żalu.- Zaufałam ci,a ty zrobiłeś ze mnie głupią, zawiodłam się- dodała cicho i zabierają książkę wyszła z pokoju szybkim krokiem nie pozostawiając im czasu na odpowiedź. Biegła korytarzami, wąskimi i ciemnymi, by wpaść do swojego pokoju i zostawić książkę na łóżku. Pokręciła lekko głową i opuściła pomieszczenie, by zaraz zapukać do drzwi na przeciwko, odskoczyła lekko, gdy te otworzyły się prawie natychmiast.
- Hermiona... Coś się stało?- Ciepła dłoń chwyciła ją lekko za ramię i wprowadziła do pokoju bezszelestnie zamykając drzwi. Rozejrzała się wokół zamglonym wzrokiem. Ciemnozielony pokój nie różnił się zbytnio wielkością od je, pod dużym oknem stało łóżko z czarną pościelą, w kącie dwa tego samego koloru fotele wysokością dopasowane do stojącego pomiędzy nimi stolika. Po drugiej stronie regał z książkami, a na podłodze puszysty, srebrzysty dywan, jedyny, jasny akcent. Ciepłe ręce przytuliły ją mocno, uspokajająco przeczesywały rozpuszczone włosy. Doprowadzona przez chłopaka usiadła z nim na łóżku i bez słowa wtuliła się w jego ramię. Nic już nie rozumiała, czuła się mała, zagubiona i samotna. W Riddle Manor nie miała przyjaciół.
______
Rozdział pisany na religii i marketingu, miało być dłużej,ale cóż... wyszło jak wyszło. Mimo że Gellert przewinął się tylko przez chwilę chciałabym wiedzieć jaka jest wasza opinia na jego temat x) Nowa notka w krótce (czyt. za tydzień, dwa lub trzy w weekend x) )
- Dobry wieczór, Tom.- Usłyszała jego głęboki,spokojny głos.
-Witaj znów, Gellercie.- Odpowiedź padła natychmiast, lodowata, niechętna. Mimowolnie uśmiechnęła się słabo pod nosem, nie tylko ona była niezadowolona z wizyty, choć on przynajmniej wiedział kto się zjawi.- Hermiono, poznaj proszę, Gellert Grindelwald- przedstawił ich sztywno. Skoro zwracał się do niej wiedziała co musi zrobić, ostrożnie położyła książkę na stoliku i podniosła się z gracją.
- Miło mi poznać, panie Grindelwald- oznajmiła cicho, ze spokojem patrząc w jego jasne oczy.
- Mnie także, Hermiono- odparł szybko, choć ujrzała błysk żalu w jego spojrzeniu.
- Będę u siebie, Tom- mruknęła. Gdy ruszyła do drzwi poczuła zimną dłoń chwytającą ją za łokieć. Zatrzymała się gwałtownie i spuściła wzrok.- Przepraszam, Tom.- Pozwoliła mu zaprowadzić się na kanapę przed kominkiem, siadając wraz z nim sztywno podczas gdy blondyn zajął miejsce po jej drugiej stronie.- Kontynuujcie, proszę.- Szeroko otwartymi oczami obserwowała ogień pochłaniający drewno w kominku, podczas gdy mężczyźni wymieniali między sobą chłodne uwagi, nie słuchała ich. Zsunęła z włosów gumkę, kręcone i grube opadły na smukłe ramiona, otuliły szyję, schowały twarz.
- Chcę, aby dołączyła do mnie, jest moją córką, chcę ją mieć przy swoim boku.- Słowa Gellerta były pierwszymi, które usłyszała po uspokojeniu się, po wsłuchaniu w rozmowę. Znieruchomiała od razu, spięła wszystkie mięśnie, gdy przemówił ciemnowłosy.
- Hermiona zostanie tutaj, ona nawet nie chce o tobie słyszeć. Z resztą wątpię, aby marzyła o zamieszkaniu w Nurmengardzie.
- W Nurmengardzie? Przeniosę się z nią do mugolskiej dzielnicy Londynu. Jeśli mnie nienawidzi... Chcesz, by została z tobą? Nawet nie powiedziałeś jej kim naprawdę jesteś, nie pokazałeś jak rzeczywiście wyglądasz, nie ukazałeś twarzy kreatury, którą jesteś.- Poderwała się gwałtownie, nie zamierzała w milczeniu przysłuchiwać się tej rozmowie, traktowali ją jak bezwolną idiotkę, nie była głupia! Nazywano ją najmądrzejszą wiedźmą pokolenia, czy oni obaj myśleli, że niczego nie wie, że nic nie zauważyła? Wyprostowała się dumnie, odgarnęła z twarzy gęste włosy, patrzyła na nich wojowniczo, z trudem hamowała złość.
- Waszym zdaniem jestem głupia? Nie mam wolej woli, własnego zdania?- spytała ze spokojem, wypranym z emocji głosem.- Nie jesteś moim ojcem, nie chcę z tobą mieszkać!- Przemówiła głos, aby zaraz odezwać się prawie szeptem.- Doskonale wiem kim jest Tom, panie Grindelwald. Tom Marvolo Riddle- oznajmiła sucho.- Czy też... Lord Voldemort- urwała, ciemne oczy rozbłysły czerwienią.- Nie myślałeś chyba, że nie wie, Tom?- warknęła przez zaciśnięte zęby.- Nie wiem czego oczekiwałeś, że znając twoją drugą stronę pokocham pierwszą?- Przełknęła głośno ślinę i zacisnęła wargi w wąską linię, gdy po jej twarzy przemknął grymas żalu.- Zaufałam ci,a ty zrobiłeś ze mnie głupią, zawiodłam się- dodała cicho i zabierają książkę wyszła z pokoju szybkim krokiem nie pozostawiając im czasu na odpowiedź. Biegła korytarzami, wąskimi i ciemnymi, by wpaść do swojego pokoju i zostawić książkę na łóżku. Pokręciła lekko głową i opuściła pomieszczenie, by zaraz zapukać do drzwi na przeciwko, odskoczyła lekko, gdy te otworzyły się prawie natychmiast.
- Hermiona... Coś się stało?- Ciepła dłoń chwyciła ją lekko za ramię i wprowadziła do pokoju bezszelestnie zamykając drzwi. Rozejrzała się wokół zamglonym wzrokiem. Ciemnozielony pokój nie różnił się zbytnio wielkością od je, pod dużym oknem stało łóżko z czarną pościelą, w kącie dwa tego samego koloru fotele wysokością dopasowane do stojącego pomiędzy nimi stolika. Po drugiej stronie regał z książkami, a na podłodze puszysty, srebrzysty dywan, jedyny, jasny akcent. Ciepłe ręce przytuliły ją mocno, uspokajająco przeczesywały rozpuszczone włosy. Doprowadzona przez chłopaka usiadła z nim na łóżku i bez słowa wtuliła się w jego ramię. Nic już nie rozumiała, czuła się mała, zagubiona i samotna. W Riddle Manor nie miała przyjaciół.
______
Rozdział pisany na religii i marketingu, miało być dłużej,ale cóż... wyszło jak wyszło. Mimo że Gellert przewinął się tylko przez chwilę chciałabym wiedzieć jaka jest wasza opinia na jego temat x) Nowa notka w krótce (czyt. za tydzień, dwa lub trzy w weekend x) )
wtorek, 13 sierpnia 2013
Rozdział 4
Ogień trzaskał w kominku, gdy blondyn pochylał się nad dziecięcym łóżeczkiem. Jego małżonka kręciła się po pokoju, cienkimi, wysokimi obcasami wybijała rytm na drewnianej podłodze. Przygnębiony przesunął palcami po policzku płaczącego dziecka, które od razu zamilkło, przyglądało się mu dużymi, brązowymi oczami.
-Trudno się z nią rozstać, czyż nie?- spytał cicho mężczyzna ukryty w cieniu.
- Nie musielibyśmy się z nią rozstawać gdyby Clarie myślała, Albusie - syknął wściekłym, rozgoryczonym głosem mężczyzna.
-A ty jak zwykle jesteś czysty jak łza!- wykrzyknęła szatynka wywołując płacz dziecka.
-Zamknij się kobieto- warknął biorąc dziewczynkę na ręce, przytulał ją i kołysał, mruczał przy tym pod nosem.
- Uspokójcie się oboje- mruknął Dumbledore, gdy najmłodszy członek rodu zasnął.- Teraz gdy się urodziła musicie oznajmić wszystkim, że została zamordowana po tym jak oddamy ją mugolom- oznajmił. Mężczyzna jęknął podczas, gdy jego żona zatrzymała się gwałtownie i złapała siwowłosego za ramię.
-Po moim trupie- zaprotestowała ostro.
-Milcz, mogłaś myśleć- odparł jej małżonek i przełknął głośno ślinę.- Zabierz nasze dziecko, Albusie. Nie powinniśmy jej budzić.- Oddał przyjacielowi swoją latorośl i odwrócił się na pięcie odchodząc, dopóki ten z dzieckiem nie zniknął nie wrócił do pokoju.
~~
Obudziła się w swoim łóżku drżąc, otarła policzki choć nie spłynęła po nich ani jedna łza.
-Myszałko!- zawołała zdławionym głosem. Zakryła się po brodę granatową kołdrą przełykając ślinę. W pomieszczeniu, z cichym trzaskiem, pojawiła się skrzatka z tacą, na której przyniosła dwie kanapki z indykiem, szklankę herbaty i małą czarkę ognistej whisky, pod którą leżał liścik.- Odejdź-rozkazała, wzięła liścik. Na małej karteczce, ktoś eleganckim pismem napisał kilka słów i choć się nie podpisał doskonale wiedziała, czyje to pismo:
"Kolejna wizja? Napij się dobrze Ci zrobi. Wieczorem będziesz miała gościa, ubierz się odpowiednio".
"Kolejna wizja? Napij się dobrze Ci zrobi. Wieczorem będziesz miała gościa, ubierz się odpowiednio".
Prychnęła z urazą. Jak mogła się nabrać? Była taka bezmyślna! Jak mogła zapomnieć, że imię Voldemorta brzmi Tom? Pokręciła głową nad swoją głupotą i jednym haustem opróżniła czarkę. Przymknęła powieki, gdy palący trunek rozgrzał jej przełyk i nieco uspokojona zajęła się posiłkiem.
*
Siedziała w pokoju Toma na ciemnozielonym dywanie. Na przeciw niej był kominek, w którym płonął ogień rzucający światło na książkę, którą czytała.
-Jaką wybrałaś?- spytał cichym, aksamitnym głosem.
- "Pradawny czar"- odpowiedziała szeptem. Położyła się dalej czytając książkę, gdy ktoś zastukał do drzwi.
-Otwórz- mruknął. Poderwała się zwinie włożywszy zakładkę do książki i ogarnęła się lekko, poprawiła spięte włosy, jeansy i stary, powyciągany sweter z brązowej wełny. Posłusznie otworzyła drzwi i blednąc zrobiła dwa kroki w tył tym samym wpuszczając gościa do pomieszczenia.
środa, 7 sierpnia 2013
Rozdział 3
To było zaskakujące. Wszedł do komnaty, po krótkiej choć chłodnej rozmowie zdobył jej sympatię, pełną nieufności, ale sympatię. Z czasem była coraz większa, mimo że dalej traktowała go podejrzliwie. Była pewna, że Voldemort będzie zjawiał się każdego dnia, aby wyciągać z niej informacje o Harry' m bądź też przekonywać ją do swoich racji, dzięki wymyślnym torturom, a jednak on robił całkowicie inaczej. Przy jej boku od śniadania do kolacji był Tom, pod warunkiem, że akurat nie wysyłano go na misje. Dzięki jego wsparciu przestała złościć się, gdy nazywano ją "panną Grindelwald" w końcu wizje nie pojawiłyby się znikąd.
Westchnęła muskając palcami idealnie przylegające do ciała, granatowe spodnie, które dzięki kilku zaklęciom służyły jej do wszystkiego, treningów magicznych, jazdy konnej, walki na miecze, nawet sztuk walki, których ostatnio zapragnęła się nauczyć. Zarzuciła na siebie luźną, szarą podkoszulkę i spięła włosy w ciasną, wysoką kitkę. Spojrzała niechętnie na swoją zmęczoną, lecz uśmiechniętą twarz, wzięła się za poprawianie kilku zbłąkanych kosmyków, które zwinnie uniknęły frotki. Cichy trzask sprawił, że oderwała wzrok od swojego odbicia i spojrzała krytycznie na małą skrzatkę w obdartym stroju.
-Tak, Myszałko?
- Panicz, kazał przekazać, że czeka w jadalni, panno Grindelwald- odpowiedziała skrzatka i za pozwoleniem dziewczyny zniknęła z trzaskiem.
*
Czarnowłosy zaprowadził ją do sali treningowej, której ściany zrobione były z magicznego szkła. Rozejrzała się z lekkim uśmiechem, mimo że nie była tu po raz pierwszy, pomieszczenie znów zrobiło na niej wrażenie. Było olbrzymie, skrzaty przygotowały packi oraz materace do ćwiczeń, sprzęt do gimnastyki i stolik, na którym postawiły zimną wodę, szklanki i butelkę eliksiru orzeźwiającego. Ponadto zgodnie z rozkazem Toma przygotowano także fortepian, gitarę, skrzypce i mikrofon. Zamrugała wstrząśnięta i wbiła w niego wzrok.
-Po co to?- Wskazała instrumenty.
-Wszystko w swoim czasie- odpowiedział z uśmiechem, który ją zaintrygował, tym bardziej, że w chwili, gdy jego oczy zabłysły prawie niezauważalnie, zrozumiała.
-Już wiem- wyszeptała cicho, mimo tego usłyszał ją.
-Co takiego?
- Porozmawiamy o tym innym razem- stwierdziła ze słabym, nieco wymuszonym uśmiechem.
Bez wahania zrobiła unik, gdy nie uprzedzając zaatakował ją ręką, by po odskoczeniu wykonać mocny, szybki cios lewą nogą. Nie trafiła, lecz była do tego przyzwyczajona, choć mówił, że idzie całkiem nieźle i tak rzadko udało jej się go uderzyć, gdy na to nie pozwalał.
*
Sparing trwał już od dłuższego czasu, wymieniali cios za ciosem. Hermiona zamierzyła się ręką i odskoczyła, gdy pojawił się zbyt blisko niej, zwinny niczym kot. Zmęczona uderzyła źle zginając nogę, by się nie przewrócić opuściła gardę co wprawnie wykorzystał łapiąc za ręce i wykręcając je do tyłu. Z jękiem poddała się tym bardziej, że przed oczami zamigotała jej kolejna scena, która wywołała natychmiastową utratę przytomności.
-Tak, Myszałko?
- Panicz, kazał przekazać, że czeka w jadalni, panno Grindelwald- odpowiedziała skrzatka i za pozwoleniem dziewczyny zniknęła z trzaskiem.
*
Czarnowłosy zaprowadził ją do sali treningowej, której ściany zrobione były z magicznego szkła. Rozejrzała się z lekkim uśmiechem, mimo że nie była tu po raz pierwszy, pomieszczenie znów zrobiło na niej wrażenie. Było olbrzymie, skrzaty przygotowały packi oraz materace do ćwiczeń, sprzęt do gimnastyki i stolik, na którym postawiły zimną wodę, szklanki i butelkę eliksiru orzeźwiającego. Ponadto zgodnie z rozkazem Toma przygotowano także fortepian, gitarę, skrzypce i mikrofon. Zamrugała wstrząśnięta i wbiła w niego wzrok.
-Po co to?- Wskazała instrumenty.
-Wszystko w swoim czasie- odpowiedział z uśmiechem, który ją zaintrygował, tym bardziej, że w chwili, gdy jego oczy zabłysły prawie niezauważalnie, zrozumiała.
-Już wiem- wyszeptała cicho, mimo tego usłyszał ją.
-Co takiego?
- Porozmawiamy o tym innym razem- stwierdziła ze słabym, nieco wymuszonym uśmiechem.
Bez wahania zrobiła unik, gdy nie uprzedzając zaatakował ją ręką, by po odskoczeniu wykonać mocny, szybki cios lewą nogą. Nie trafiła, lecz była do tego przyzwyczajona, choć mówił, że idzie całkiem nieźle i tak rzadko udało jej się go uderzyć, gdy na to nie pozwalał.
*
Sparing trwał już od dłuższego czasu, wymieniali cios za ciosem. Hermiona zamierzyła się ręką i odskoczyła, gdy pojawił się zbyt blisko niej, zwinny niczym kot. Zmęczona uderzyła źle zginając nogę, by się nie przewrócić opuściła gardę co wprawnie wykorzystał łapiąc za ręce i wykręcając je do tyłu. Z jękiem poddała się tym bardziej, że przed oczami zamigotała jej kolejna scena, która wywołała natychmiastową utratę przytomności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)